AnimalPak.pl

Trening / 1-2-3 powerbuildingu, cz. 2


Rozpoczęcie pomyślnej przygody z powerbuildingiem uzależnione jest od kilku czynników pragmatycznych. Zanim przystąpimy do ataku na masę i siłę, musimy szczegółowo opracować strategię tej ofensywy. Przed rozpoczęciem pracy należy koniecznie odpowiedzieć sobie na pytania: „Kto, co, kiedy i gdzie”. A co z pytaniem „po co to wszystko”, cóż… odpowiedź na nie pozostawiam już Wam i Waszym psychoterapeutom.

Nasza misja, choć opiera się na katorżniczej pracy, to tak naprawdę proces mentalny. Ciało zawsze wykonuje polecenia umysłu. Dlatego też postępy, jakie uczynicie, zależne są całkowicie od pracy domowej i przygotowania mentalnego, któremu poświęcicie pozostałe 23 godziny każdej doby. Gdy już nastawicie się na myślenie o przyszłych sukcesach, musicie przeanalizować kilka ważnych czynników.

Towarzysze broni
W powerbuildingu przez etap obróbki możemy przebrnąć w pojedynkę – superserie, dużo powtórzeń i krótkie odpoczynki sprawiają, że zakładamy słuchawki na uszy, ustawiamy listę odtwarzania i bierzemy się do pracy, zamykając się we własnym świecie. Jednakże kolejne serie, w których operujemy maksymalnymi obciążeniami, oraz ciągłe igranie z momentem załamania mięśniowego - nieodzowne elementy etapu robienia masy - z perspektywy bezpieczeństwa są praktycznie niemożliwe do wykonania bez partnera treningowego.

Znalezienie odpowiedniej osoby na to stanowisko nie jest zadaniem łatwym. Żeby nie pierdolić farmazonów – na świecie jest naprawdę niewielu ludzi, którzy podchodzą do tematu równie poważnie, co my. Dlatego nie możemy oczekiwać od każdego bywalca siłowni, że dorówna naszemu poziomowi zaangażowania i intensywności. Takie założenie byłoby nie fair zarówno względem nas samych, jak i tych ludzi.

Pamiętajmy więc, że wszyscy mamy różne podejście do życia i wnosimy do gry inne zainteresowania i umiejętności. Trening z twardogłowym ciężarowcem może przynieść ogromne korzyści, jeśli chodzi o rozmiary i siłę. Trenowanie z kulturystą przygotowującym się do zawodów wywoła drastyczną poprawę wyglądu ciała i jego wytrzymałości. Trenowanie z trzydziestoletnim weteranem tego sportu może być przeżyciem niezwykle budującym i pouczającym. Trenowanie z młodym wilkiem może przypomnieć, co znaczy głód sukcesu i rozpalić w Tobie prawdziwy ogień.

W ciągu tych wszystkich lat przemęczyłem się już z kilkoma dupowatymi partnerami treningowymi, którzy nie mieli wystarczająco jaj, by ze mną wytrwać. Miałem jednak również przyjemność obijać się z kilkoma prawdziwymi wojownikami, którzy pomogli mi podnieść poprzeczkę i uczynili mnie lepszym… Pozostaję im lojalny i zawsze będę im za to wdzięczny.
Niezależnie od pochodzenia, partner, który zaciągnie się razem z Tobą na okręt zwany powerbuildingiem, musi obrać sobie ten sam port docelowy. Podobnie jak Ty musi być zdecydowany na przełamywanie barier oraz budowę niespotykanej masy i siły. Nie musi wcale być na Twoim poziomie, musi tylko pragnąć tego równie mocno, co Ty. Codziennie chętnie zdejmę po kilka talerzy z maszyny, jeśli da mi to możliwość trenowania z kimś, kto chce tego równie mocno, a nawet mocniej, ode mnie.

Musi między Wami panować wzajemne zaufanie - często znajdziesz się w sytuacji, gdy nad Twoją głową zawiśnie drżące kilkaset kilo kochającego grawitację żelastwa. W takiej sytuacji partner dosłownie trzyma Twoje życie w swoich rękach.

Split splitowi nierówny
Mojaj filozofia treningowa zawsze opierała się na założeniu, że lepiej zrobić trochę za dużo niż odrobinę za mało. Jeśli tydzień ma siedem dni i śmiem nazywać siebie kulturystą, to muszę większość swojego czasu poświęcić kulturystyce. Dlatego trzydniowy Split nigdy nie stanowił dla mnie rozwiązania. Gdy trenuję, czuję się dobrze. To na siłowni czuję, że żyję. Tam jest moje miejsce. Zawsze stosowałem 4-5 dniowe splity, w zależności od tego, jak napięty był aktualnie mój harmonogram. Najchętniej chodzę na siłkę 5 razy w tygodniu. Wtedy każda sesja jest dokładna i ukierunkowana, a mimo to nadal zostają mi dwa dni pełnego wypoczynku, co pozwala na zapewnienie organizmowi czasu wystarczającego na regenerację. Poniżej opiszę splity, które stosowałem przez ostatnie kilka lat. Wszystkie one owocowały stałym i godnym odnotowania wzrostem…

Tradycyjny split 5-cio dniowy.
W jego trakcie pracowałem o gównianych porach dnia, wieczory zostawiając sobie na pisanie. Wstawałem późno, dużo wypoczywałem, a trenowałem w nocy. Odżywiałem się stosunkowo czysto, utrzymując wyjątkowo wysokie spożycie białka. Status quo to zawsze 5 dni walki, 2 odpoczynku…

Poniedziałek: Wolne, Wtorek: Plecy, Środa: ramiona, Czwartek: Nogi, Piątek: Klatka, Sobota: Barki, Niedziela: Wolne.

Zmieniony split 4-o dniowy
Przy tak skonstruowanym treningu miałem tradycyjną pracę za biurkiem, wymagającą konkretnych dojazdów do pracy. Spałem mniej, ale spożywałem znacznie więcej kalorii. W trakcie tego splita (1 dzień treningu, 1 wolny, 3 treningu, 2 wolne) mogłem trenować wtedy, kiedy pozwalała mi na to praca, pod warunkiem, że w ciągu tygodnia przerobiłem wszystkie grupy mięśniowe.

Poniedziałek: Wolne, Wtorek: Plecy, Środa: Wolne, Czwartek: Nogi, Piątek: Klatka, biceps, Sobota, Barki, triceps, Niedziela: Wolne.

Obecny split 5-cio dniowy

Mój obecny plan dnia jest trochę mniej wymagający i mogę sobie pozwolić na trenowanie pomiędzy wczesnym rankiem a późnym popołudniem. Przez całe lato utrzymywałem dość czystą dietę, ale ostatnio przerzuciłem się z powrotem na dużą liczbę kalorii, starając się zbudować nowe pokłady masy mięśniowej. Split przypomina ten standardowy: 3 dni treningu, 1 odpoczynku, 2 treningu, 1 odpoczynku.

Poniedziałek: Barki, Wtorek: Plecy, Środa: Ramiona, Czwartek, Wolne, Piątek: Klatka, Sobota, Nogi, Niedziela: Wolne.

Wszystko zależy od wyczucia czasu
Pora treningu to również ważny czynnik, od którego zależą Twoje postępy. Uwielbiam trenować rano, ale wiem, że wiąże się to z pewnymi ograniczeniami - jestem znacznie silniejszy, gdy w moim ciele krążą posiłki i suplementy spożyte w ciągu dnia. Uważam, że ćwiczenie zaraz z rana, prawie na pusty żołądek, sprawdza się najlepiej na etapie obróbki, kiedy sesje są krótkie, intensywne i przebiegają w szybszym tempie, a konieczność stosowania ogromnych ciężarów jest znacznie zredukowana.

Do całej tej ideologii mam jedno zastrzeżenie - najważniejszym elementem składającym się na sukces jest konsekwentne wykonywanie treningów, nie ważne, czy odbywają się one o północy, w porze obiadu czy o 4:27 rano, gdy zastanawiasz się „I co ja robię tu, uuu uuu?”. Żyjemy w prawdziwym świecie, a nie w jakiejś wyidealizowanej utopii. Są dni, w których musimy nieźle się namęczyć, by umiejętnie wcisnąć gdzieś to gówno.

Lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja…
Gdyby miało być po mojemu, to na świecie istniałby tylko jeden rodzaj siłowni. Hardcorowe, małe, rodzinne kluby, przeznaczone dla ludzi, którzy za główny cel obrali sobie doskonalenie samych siebie. Nie każda siłownia to położony na uboczu budyneczek lub wielka, wypasiona hala sportowa, ale w każdej można doszukać się jakichś plusów.

Siłownia, w której dorastałem wraz z moją bandą, była dla mnie idealna, ale nie mam już możliwości trenowania w niej regularnie. Dlatego musiałem wykorzystać to, co ma do zaoferowania moja okolica, i wycisnąć z niej co się da. Dlatego jeśli przyjdzie mi trenować w jakimś klubiku dla dzianych frajerów, to możecie się, kurwa, założyć, że zawsze staram się zrobić tam wszystko, co zrobić muszę. Zakładam klapki na oczy i skupiam się na pracy do wykonania, a reszta świata może się walić na cyce. Przybyłem dziś do siłowni, by stać się kimś lepszym. Jeśli ich małe móżdżki nie są w stanie tego pojąć, to z całym należnym szacunkiem, jebie mi to.

No i macie… „Kto, co, kiedy i gdzie” powerbuildingu. „Po co” to powód, dla którego wszedłeś dziś na Animalpak.pl. To samo skłoniło mnie do napisania tego artykułu. W tej części 1-2-3 powerbuildingu w sposób umowny nakryłem dla ciebie do stołu. W części następnej zrobię to dosłownie, wykładając na niego szczegóły Twojej diety i suplementacji, czyli paliwa, dzięki któremu statek powerbuildingu popłynie w górę rzeki.